Samouk to zło

29.03.2018


Uwaga! Zanim zostawisz swój komentarz - przeczytaj wpis do końca, nie ujawniaj swojej frustracji po przeczytaniu tytułu wpisu.

Kiedyś, kiedy jeszcze nie chodziłam na studia, kiedy miałam za daleko aby uczęszczać do gimnazjum artystycznego i kiedy postanowiłam wybrać liceum jeździeckie a nie plastyczne na swoją dalszą edukacje - postanowiłam, że kiedyś studia artystyczne to będzie to (oczywiście wahałam się czy iść na prawo, psychologię, bezpieczeństwo narodowe czy na jakiś artystyczny kierunek, a może połączyć jedno z drugim?).

Wiedziałam, już od końca podstawówki, że jeśli będę chciała iść do szkół artystycznych czy na studia artystyczne, to będę musiała ćwiczyć. Dużo ćwiczyć. Każdy mi to mówił, no fakt, zaraz obok tego pojawiały się komentarze "artyści nie mają z czego wyżyć".

Ćwiczyłam, każdą wolną chwilę poświęcałam na malowanie, szkicowanie, rysowanie, nawet zahaczyłam o próby tworzenia obrazków w GIMPie (myszką). Wiadomo, wychodziło raz lepiej, raz gorzej, ale z każdym kolejnym krokiem byłam z tego naprawdę dumna. Odkrywałam różne książki, strony internetowe poświęcone szkicowaniu, oglądałam YouTuba i tak krok po kroku jakoś szło.

Po liceum dostałam się na grafikę. W sumie, nawet na inne kierunki nie składałam dokumentów, a i na grafikę złożyłam w ostatniej chwili, dzień przed zakończeniem rekrutacji (wahałam się). Po prostu szłam na żywioł. Cudem dostałam się na kierunek dzienny, bo już nie było miejsc, ale jeszcze dało się mnie gdzieś tam wsadzić. Inaczej, musiałabym być na zaocznych - tam były miejsca, a wtedy żegnaj grafiko (nie miałam takich funduszy na opłacenie sobie zaocznej grafiki, dzienna pochłaniała znaczną część moich pieniędzy, a co dopiero zaoczna...). Szczerze? Nawet nie wiedziałabym co z sobą mam robić, gdzie iść, gdzie złożyć dokumenty na inny kierunek. Wtedy przeszła mi przez chwile myśli, że może informatyka, na którą i tak złożyłam dokumenty, ale dopiero wtedy, kiedy byłam już na grafice.

Będąc na grafice, stwierdziłam, że trzeba gdzieś to doświadczenie zdobyć, aby później nie było płaczu, że ja tu mam pięknie obroniony dyplom, a każdy ma to gdzieś, bo oni doświadczenie chcą.

No właśnie, dochodzimy do tego do czego zmierzam od samego początku

Dyplom, a umiejętności  i doświadczenie 


Wiecie na co pracodawcy patrzą jeśli poszukują grafika? Na portfolio, doświadczenie i stopień umiejętności programów graficznych. Byłam na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, bo zanim doszłam do tego punktu, w którym jestem obecnie, to pracowałam też i w innych miejscach związanych z grafiką - nikt na rozmowie nie patrzył na to, czy mam obroniony dyplom z grafiki czy nie. Gdzieś na końcu padało pytanie o wykształcenie - tak mimochodem, w jednej pracy, mój pracodawca nie wiedział co ja skończyłam do czasu, aż złożyłam wypowiedzenie.

W każdym bądź razie, wiecie z kim współpracowałam jak pracowałam w działach graficznych różnych firm? No tak, z grafikami, ale nie byli to graficy "na papierze". Byli samoukami, grafikami z wyboru, nie z wykształcenia. Owszem, zdarzali się i ci z wykształceniem graficznym, ale to była naprawdę garstka, większość z tych osób, była np. po historii, filozofii, administracji, jeden z moich kolegów z pracy był wcześniej nauczycielem angielskiego, ale stwierdził, że czas na zmiany i zaczął być grafikiem.

Każde z nich miało ogrom wiedzy, wyrobiony swój, naprawdę swój, niepowtarzalny styl. Wiedzieli świadomie co robią. Teraz pewnie większość z Was zastanawia się o co mi chodzi.

Na moim roku było parę osób, które wychodziło za schemat. W tych osobach byłam m.in ja. Jedna pani profesor od grafiki zachwycała się moimi i nie tylko moimi pracami, druga...no cóż, delikatnie mówiąc kręciła nosem na to co zrobiłyśmy z innymi osobami, które tak samo jak ja, wychodziły za dany schemat. O gustach się nie dyskutuje jak to się mówi.

Później się okazało, że jedna pani profesor wolała jak ktoś miał swój styl, był samoukiem i nie trzymał się określonych zasad, jakie wpajano nam na studiach. Natomiast druga, wolała jak każdy opierał się na stylu akademickim również w grafice (chodzi mi tutaj głownie o digital painting, chociaż, jakby tak popatrzeć na inne projekty, to nawet przy projekcie logo wolała, jak wszystko było takie "grzeczne i tradycyjne")

Styl akademicki – styl, w którym brak elementów indywidualnego kształtowania dzieła, nowatorstwa, zastępowany tradycyjnym, wyniesionym ze studiów warsztatem kompozytorskim.

No dobra, ale trochę odbiegłam od tematu, a to nie tak miało być...

Widzieliście kiedyś ogłoszenia o pracę dla grafika? Zazwyczaj w pierwszym punkcie w wymaganiach jest "wykształcenie kierunkowe". Teraz Wam się pewnie parę rzeczy nie zgadza, bo wcześniej napisałam, że pracowałam z grafikami, którzy z wykształcenia są kimś innym, a pracują jako graficy.

Rozmawiałam z osobami, które rekrutują, powiem więcej, mi samej zdarzyło się uczestniczyć w rekrutacji, co prawda nie jako rekruter, ale jako taka pomoc z działu graficznego, co by stwierdzić, czy rzeczywiście dana osoba cokolwiek będzie wstanie nam pomóc w naszym dziale.

Wiecie po co zaznacza się na początku "wykształcenie kierunkowe"? W celu odstraszenia osób, które coś tam kiedyś w Photoshopie poklikały, ale co z czym się je to nie mają pojęcia. Tak naprawdę, w czasie rekrutacji przy której ja uczestniczyłam, patrzyłam z rekruterm na portofilo i na to co kto napisał jeśli chodzi o umiejętności związane z grafiką i najważniejsze - co kto pokazał na teście umiejętności, ale to już później. Tak, w tej grupie znaleźli się samoucy. Zatrudnione zostały dwie osoby, w tym jeden samouk, który naprawdę podniósł poprzeczkę.

Słyszałam wiele razy, że samouk to zło, że to trzeba mieć wykształcenie do danego zawodu, niektórzy moi koledzy po grafice lubili się śmiać z osób, które mówiły, że są grafikami, a wykształcenia kierunkowego brak, bo jak to oni określali "grafikami to są, we własnym świecie, jak sobie dyplom wydrukują". Prawda jest taka, że każdy może zostać grafikiem, nie ważne czy ma kierunkowe wykształcenie czy nie, najważniejsze są nasze umiejętności, wyczucie stylu i estetyki oraz znajomość tego co i jak do druku i jak daną rzecz zaprojektować. Niektórzy samoucy, naprawdę potrafią pokazać osobom po grafice, że potrafią, że da się i wiecie co? I bardzo dobrze :)

A Wy jakie macie podejście do samouków w pracy zawodowej (pomijając zawody, które naprawdę tego wykształcenia kierunkowego jednak potrzebują)? :)

13 komentarzy:

  1. Clickbait?

    Nieładnie xD
    Co myślę napisze jak się obudzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, ciekawostka... Generalnie chyba robi się tak, że wykształcenie schodzi na dalsze plan (chyba że się jest np. lekarzem), na rzecz kursów, szkoleń i przede wszystkim PRAKTYKI. Mówi się niby, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale w dobie tutoriali i dostępności fantastycznych szkoleń zdalnych człowiek naprawdę może przekuć swoją pasję w zawód. I to jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, padło i na mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. W firmie, w której pracowałam (tak jak wspomniałam) było kilku grafików, którzy po grafice wcale nie byli. Uczyli się sami, jakieś kursy później ktoś tam zaliczył, ale tak to właśnie np. byli po filozofii ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że tak, ja sama jestem samoukiem, sama uczyłam się rysunku, aby później dostać się na grafikę, gdzie na egzaminie były osoby, które chodziły od początku na kursy itd. lub były po szkołach artystycznych, ja nawet szkoły artystycznej nie kończyłam przed pójściem na studia artystyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy temat ☺
    Coraz częściej zdarza się że wykształcenie jest tak średnio potrzebne liczy się głównie doświadczenie ☺
    W sumie rozumiem to trochę...
    Co komu po dyplomie,skoro nie nabrał doświadczenia?😁
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  7. To, że ktoś jest samoukiem wcale nie znaczy, że jest gorszy od kogoś kto kończył jakieś specjalistyczne szkoły :) Wystarczą chęci, umiejętności i predyspozycje! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego ja studiowałam na prywatnej uczelni - miała znacznie lepszy program niż uczelnie publiczne, więcej konkretów etc. Oprócz tego mogłam zdobywać doświadczenie w między czasie, na czym najbardziej mi zależało, bo nie miałam tzw. zapychaczy, więc nie siedziałam od rana do nocy na zajęciach, tylko wychodziłam o normalnych porach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do treści postu, ciężko się nie zgodzić. Studia to tylko papierek, który nikt nie potwierdza, bo x ludzi może się skończyć ten sam kierunek,a y z nich faktycznie coś potrafi. Jeszcze dochodzi żenujący poziom naszej edukacji, gdzie często wciskane są stare, niepotrzebne rzeczy. xD
    Tylko doświadczenie pracodawce interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uczelnia uczelni nierówna. Na państwowej zawsze szajs jest, ale z prywatnymi bywa różnie w jednej tylko bulisz pieniądze i nic nie masz, a druga tak cie przeszkoli, że jest się zadowolonym. I kwestia ceny oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem akurat mega zadowolona, właśnie przez to, że miałam więcej praktyki niż teorii, zajęcia były prowadzone tak, aby rzeczywiście nam się to w życiu przydało, no mogłabym naprawdę wymienić tutaj ogrom plusów, oprócz tego, nie dostawał się nikt, że tak powiem "z łapanki", był egzamin, były osoby o różnych poziomach umiejętności, ale były to osoby, które już coś umieją, później był podział na grupy średniozaawansowana i zaawansowana ale...fakt - musiałam zapłacić więcej niż na innej prywatnej uczelni :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przynajmniej dobrze wydane pieniądze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dyplom to tylko papier, w pracy dyplom za ciebie nic nie załatwi, trzeba opierać się na swoich umiejętnościach. W twoim "świecie grafiki" na umiejętności zwracają uwagę ale są taki zawody gdzie wszystko zależy głównie od dyplomu :/

    OdpowiedzUsuń

- Komentarze takie jak: spam, obserwacja za obserwacje, prośby o klikanie w banery etc. zostają usuwane - ZAPAMIĘTAJ! MÓJ BLOG TO NIE TABLICA OGŁOSZEŃ
- Weryfikacja obrazkowa wyłączona

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia