Jak zaoszczędziłam na ślubie i o tym, że nie potrzeba mi do szczęścia hucznego wesela

09.05.2018


Żadna z koleżanek nigdy mi nie wierzyła kiedy mówiłam, że "nigdy nie wyjdę za mąż, a jak wyjdę to będzie to skromna uroczystość". Każda mi mówiła "no co ty, przecież każda kobieta marzy o pięknym ślubie i o tym, aby wyglądać jak księżniczka". Ja nie.

Muszę Wam powiedzieć, że tak naprawdę nie przepadam za weselami, nie lubię tych weselnych zabaw i zasady, że "wódka musi być, najlepiej zimna i w takiej ilości, aby wylewała się drzwiami i oknami".

Mój mąż, a jakiś czas temu jeszcze narzeczony i chłopak, wiedział o tym, że nie chce ślubu kościelnego (powód jest mało ważny, już pomijam fakt, że dla mnie nie ma znaczenia czy to będzie kościelny czy cywilny) i wesela. Wiedział również, że nie chce białej sukni i długiego welonu.

Chciałam za to skromną uroczystość, dla najbliższych mi osób - bardzo bliskiej rodziny i bardzo bliskich znajomych.

Skromną uroczystość chciałam z dwóch powodów - posiadam bardzo małą rodzinę, a drugi, to oszczędność. Szkoda nam było wydawać parę ładnych tysięcy za jedną noc, skoro te pieniądze możemy przeznaczyć na coś innego.

W związku z tym, po ślubie zaprosiliśmy najbliższą rodzinę na obiad, a z najbliższymi znajomymi spotkaliśmy się wieczorem w klubie, aby się wspólnie pobawić.

Kolejną oszczędnością była moja suknia - nie była kupowana w salonie sukien ślubnych, a w sklepie z sukniami wieczorowymi, gdzie była tańsze o kilka stówek i co najważniejsze dla mnie - nie była biała. Była w kolorze kobaltowym i do tego czerwone dodatki.


Nasze obrączki - to klasyki, bez dekoracji i innych wstawek, jedyne co, to mają grawer od wewnątrz.

Zaproszenia i inna poligrafia (w tym naklejki) - zaprojektowałam i wydrukowałam sama, jedyny koszt jaki poniosłam, to koszt papieru.

I nie potrzeba mi hucznego wesela do szczęścia


Każdy mi mówił, że "szkoda, że nie będziecie mieli normalnego ślubu i wesela". Zawsze się zastanawiałam, dlaczego większość ludzi za normalny ślub uważa ślub kościelny. Dla mnie - nie ma to najmniejszej różnicy. W moim mniemaniu - ślub to ślub - cywilny i kościelny łączy ze sobą ludzi tak samo. Jeśli rzeczywiście mam z jednym i tym samym człowiekiem spędzić całe życie, to tak będzie, nie ważne czy żyje się ze ślubem kościelnym czy cywilnym lub bez.

Nie czuje również potrzeby, aby mieć huczne wesele, nie wiem w jakim stopniu miałoby się ono przyczynić do mojego małżeńskiego szczęścia, ale wiecie, ja to ja. Ja zawsze inaczej do wszystkiego podchodziłam, więc...jeśli komuś do szczęścia jest potrzebne wesele, no to co mi pozostało powiedzieć - fajnie! :) Cieszę się razem z Tobą. Tylko błagam, zachowaj dla siebie teksty typu "nie wiesz co to prawdziwy ślub" oraz "kiedyś jak naprawdę wyjdziesz za mąż [...]", bo dla mnie moje przyjęcie i mój ślub był tym wymarzonym i tym prawdziwym, a to, że wódka się nie lała, rodzina się nie wybawiła, nie rzucałam welonem - to o niczym nie świadczy, mi niczego nie brakowało i o to właśnie w tym wszystkim chodzi :)

Dalsza część się pisze, bo to to tylko taki wstęp :)
Czytaj dalej »

Jak zrobić etykiety nad tytułem wpisu

24.04.2018



Od jakiegoś czasu dostawałam od Was maile z pytaniami jak zrobić etykiety nad tytułem wpisu. Długo zastanawiałam się nad tym, którą wersję Wam przedstawić i zdecydowałam się na najprostszą. Pokażę Wam jak za pomocą kodu CSS, przenieść nasze etykiety ze stopki wpisu nad tytuł.

1. Przechodzimy do motyw - dostosuj - zaawansowane - dodaj arkusz CSS wklejamy kod:



Elementy do zmiany: 

.post-labels {
font-family: Open Sans; - rodzaj fontu 
padding: 10px 10px!important; - marginesy wewnętrzne 
top: -45px; - położenie etykiet (góra/dół)
left: 50px; - ustawienie do lewej
text-align: center; - wyśrodkowanie (opcjonalnie left/right) 
width: 700px!important; - wielkość 
}
.post-labels a {
background: transparent; - kolor tła 
padding: 2px 6px; - wewnętrzne marginesy 
color: #999; - kolor tekstu 
font-size: 20px; - wielkość tekstu 
text-decoration: none;
letter-spacing: 1px ; - odstęp między literami 
}
.post-labels a:hover {
text-decoration: none;
color:  #2C76AD; - kolor po najechaniu myszą 
transition:all 0.5s;
-moz-transition:all 0.5s;
-webkit-transition:all 0.5s;
-o-transition:all 0.5s;
}

Gotowe :)
Czytaj dalej »

3 tapety na kwiecień i 3 tapety wiosenne

01.04.2018


Pewnie wszyscy zauważyli, że mamy już kwiecień (oprócz mnie, bo ja się dziś obudziłam z przekonaniem, że nadal mamy marzec), więc w związku z tym przygotowałam dla Was 6 tapet na pulpit do pobrania za darmo! :) 3 tapety, są to typowo tapety na kwiecień, ponieważ zawierają kwietniowy kalendarz. Trzy kolejne motywy, to coś dla tych, którzy nie czują potrzeby posiadania kalendarza na swoim pulpicie - są to po prostu "tradycyjne" wiosenne tapety. No i pojawiła się pewna nowość, jeśli chodzi o tapety na pulpit  - to jest pierwsza seria tapet zrobiona w rozmiarze uniwersalnym, nie powinno być problemu z dopasowaniem do danej rozdzielczości waszego ekranu, aczkolwiek, wiadomo, że różnie to bywa, więc jak już ktoś pobierze i umieści na swoim pulpicie którąś z tych tapet, to proszę dajcie znać w komentarzu, jak to się u Was sprawuje :)
Od razu mogę Wam powiedzieć, że w rozdzielczości 1366x768 i wyższych - dopasowują się świetnie, w mniejszych, no cóż, pozostawało mi to sprawdzić na różnych stronach w internecie. Pokazywały, że wszystko powinno być ok, ale wiecie jak to jest, lepiej dowiedzieć się od osób, które monitory z mniejszą rozdzielczością posiadają, także będę wdzięczna za wszelkie informacje, bo to pomoże mi przy następnych projektach :)

Tapeta na pulpit - kalendarze kwiecień



Pobierz


Pobierz


Pobierz

Tapety wiosenne



Pobierz


Pobierz


Pobierz

Czytaj dalej »

Samouk to zło

29.03.2018


Uwaga! Zanim zostawisz swój komentarz - przeczytaj wpis do końca, nie ujawniaj swojej frustracji po przeczytaniu tytułu wpisu.

Kiedyś, kiedy jeszcze nie chodziłam na studia, kiedy miałam za daleko aby uczęszczać do gimnazjum artystycznego i kiedy postanowiłam wybrać liceum jeździeckie a nie plastyczne na swoją dalszą edukacje - postanowiłam, że kiedyś studia artystyczne to będzie to (oczywiście wahałam się czy iść na prawo, psychologię, bezpieczeństwo narodowe czy na jakiś artystyczny kierunek, a może połączyć jedno z drugim?).

Wiedziałam, już od końca podstawówki, że jeśli będę chciała iść do szkół artystycznych czy na studia artystyczne, to będę musiała ćwiczyć. Dużo ćwiczyć. Każdy mi to mówił, no fakt, zaraz obok tego pojawiały się komentarze "artyści nie mają z czego wyżyć".

Ćwiczyłam, każdą wolną chwilę poświęcałam na malowanie, szkicowanie, rysowanie, nawet zahaczyłam o próby tworzenia obrazków w GIMPie (myszką). Wiadomo, wychodziło raz lepiej, raz gorzej, ale z każdym kolejnym krokiem byłam z tego naprawdę dumna. Odkrywałam różne książki, strony internetowe poświęcone szkicowaniu, oglądałam YouTuba i tak krok po kroku jakoś szło.

Po liceum dostałam się na grafikę. W sumie, nawet na inne kierunki nie składałam dokumentów, a i na grafikę złożyłam w ostatniej chwili, dzień przed zakończeniem rekrutacji (wahałam się). Po prostu szłam na żywioł. Cudem dostałam się na kierunek dzienny, bo już nie było miejsc, ale jeszcze dało się mnie gdzieś tam wsadzić. Inaczej, musiałabym być na zaocznych - tam były miejsca, a wtedy żegnaj grafiko (nie miałam takich funduszy na opłacenie sobie zaocznej grafiki, dzienna pochłaniała znaczną część moich pieniędzy, a co dopiero zaoczna...). Szczerze? Nawet nie wiedziałabym co z sobą mam robić, gdzie iść, gdzie złożyć dokumenty na inny kierunek. Wtedy przeszła mi przez chwile myśli, że może informatyka, na którą i tak złożyłam dokumenty, ale dopiero wtedy, kiedy byłam już na grafice.

Będąc na grafice, stwierdziłam, że trzeba gdzieś to doświadczenie zdobyć, aby później nie było płaczu, że ja tu mam pięknie obroniony dyplom, a każdy ma to gdzieś, bo oni doświadczenie chcą.

No właśnie, dochodzimy do tego do czego zmierzam od samego początku

Dyplom, a umiejętności  i doświadczenie 


Wiecie na co pracodawcy patrzą jeśli poszukują grafika? Na portfolio, doświadczenie i stopień umiejętności programów graficznych. Byłam na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, bo zanim doszłam do tego punktu, w którym jestem obecnie, to pracowałam też i w innych miejscach związanych z grafiką - nikt na rozmowie nie patrzył na to, czy mam obroniony dyplom z grafiki czy nie. Gdzieś na końcu padało pytanie o wykształcenie - tak mimochodem, w jednej pracy, mój pracodawca nie wiedział co ja skończyłam do czasu, aż złożyłam wypowiedzenie.

W każdym bądź razie, wiecie z kim współpracowałam jak pracowałam w działach graficznych różnych firm? No tak, z grafikami, ale nie byli to graficy "na papierze". Byli samoukami, grafikami z wyboru, nie z wykształcenia. Owszem, zdarzali się i ci z wykształceniem graficznym, ale to była naprawdę garstka, większość z tych osób, była np. po historii, filozofii, administracji, jeden z moich kolegów z pracy był wcześniej nauczycielem angielskiego, ale stwierdził, że czas na zmiany i zaczął być grafikiem.

Każde z nich miało ogrom wiedzy, wyrobiony swój, naprawdę swój, niepowtarzalny styl. Wiedzieli świadomie co robią. Teraz pewnie większość z Was zastanawia się o co mi chodzi.

Na moim roku było parę osób, które wychodziło za schemat. W tych osobach byłam m.in ja. Jedna pani profesor od grafiki zachwycała się moimi i nie tylko moimi pracami, druga...no cóż, delikatnie mówiąc kręciła nosem na to co zrobiłyśmy z innymi osobami, które tak samo jak ja, wychodziły za dany schemat. O gustach się nie dyskutuje jak to się mówi.

Później się okazało, że jedna pani profesor wolała jak ktoś miał swój styl, był samoukiem i nie trzymał się określonych zasad, jakie wpajano nam na studiach. Natomiast druga, wolała jak każdy opierał się na stylu akademickim również w grafice (chodzi mi tutaj głownie o digital painting, chociaż, jakby tak popatrzeć na inne projekty, to nawet przy projekcie logo wolała, jak wszystko było takie "grzeczne i tradycyjne")

Styl akademicki – styl, w którym brak elementów indywidualnego kształtowania dzieła, nowatorstwa, zastępowany tradycyjnym, wyniesionym ze studiów warsztatem kompozytorskim.

No dobra, ale trochę odbiegłam od tematu, a to nie tak miało być...

Widzieliście kiedyś ogłoszenia o pracę dla grafika? Zazwyczaj w pierwszym punkcie w wymaganiach jest "wykształcenie kierunkowe". Teraz Wam się pewnie parę rzeczy nie zgadza, bo wcześniej napisałam, że pracowałam z grafikami, którzy z wykształcenia są kimś innym, a pracują jako graficy.

Rozmawiałam z osobami, które rekrutują, powiem więcej, mi samej zdarzyło się uczestniczyć w rekrutacji, co prawda nie jako rekruter, ale jako taka pomoc z działu graficznego, co by stwierdzić, czy rzeczywiście dana osoba cokolwiek będzie wstanie nam pomóc w naszym dziale.

Wiecie po co zaznacza się na początku "wykształcenie kierunkowe"? W celu odstraszenia osób, które coś tam kiedyś w Photoshopie poklikały, ale co z czym się je to nie mają pojęcia. Tak naprawdę, w czasie rekrutacji przy której ja uczestniczyłam, patrzyłam z rekruterm na portofilo i na to co kto napisał jeśli chodzi o umiejętności związane z grafiką i najważniejsze - co kto pokazał na teście umiejętności, ale to już później. Tak, w tej grupie znaleźli się samoucy. Zatrudnione zostały dwie osoby, w tym jeden samouk, który naprawdę podniósł poprzeczkę.

Słyszałam wiele razy, że samouk to zło, że to trzeba mieć wykształcenie do danego zawodu, niektórzy moi koledzy po grafice lubili się śmiać z osób, które mówiły, że są grafikami, a wykształcenia kierunkowego brak, bo jak to oni określali "grafikami to są, we własnym świecie, jak sobie dyplom wydrukują". Prawda jest taka, że każdy może zostać grafikiem, nie ważne czy ma kierunkowe wykształcenie czy nie, najważniejsze są nasze umiejętności, wyczucie stylu i estetyki oraz znajomość tego co i jak do druku i jak daną rzecz zaprojektować. Niektórzy samoucy, naprawdę potrafią pokazać osobom po grafice, że potrafią, że da się i wiecie co? I bardzo dobrze :)

A Wy jakie macie podejście do samouków w pracy zawodowej (pomijając zawody, które naprawdę tego wykształcenia kierunkowego jednak potrzebują)? :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia